Wolontariat za granicą - zdecydowanie polecam!

Chcesz wiedzieć jak czułam się wyjeżdżając na wolontariat za granicę?
Ciekawi Cię co robiłam w Irlandii?
Jeśli Tak !, to przeczytaj proszę co napisałam poniżej.

Wyjazdy zagraniczne, zazwyczaj wiążą się ze zdenerwowaniem objawiającym się ściskiem w żołądku, z koniecznością posługiwania się obcym językiem i poznaniem innej kultury.
Jednym słowem z PRZYGODĄ!!
Gdyby ktoś zapytałby mnie, z jakim słowem określiłabym Wolontariat Europejski, PRZYGODA - byłaby właśnie tym słowem.

Wszystko zaczęło się od tej jednej MYŚLI, może od konieczności znalezienia czegoś do „zabicia” wolnego czasu a może od konieczności zmiany.
Koło ruszyło.
Kilka kliknięć myszki i organizacja wysyłająca znaleziona, baza danych poznana…więc czas rozpocząć POLOWANIE na PROJEKT!

Znalezienie odpowiedniego projektu zależy od wielu czynników: Gdzie? Po co? Dlaczego? Jakie są moje oczekiwania itd.

Osobiście niczego nie chciałam zakładać, moim celem było zrobienie czegoś dla dobra lokalnej społeczności. Tym oto sposobem udało mi się wysłać setki (dosłownie!) maili do organizacji goszczących w kilkudziesięciu krajach Unii Europejskiej.
Rozpoczęło się oczekiwanie na odpowiedzi….
Dni mijały i mijały…po kilku dniach oczekiwań otrzymałam maila od mojej przyszłej organizacji goszczącej. Tak oto znalazłam się w małej irlandzkiej mieścinie, zwanej Bantry.

Projekt, na który zdecydowałam się wybrać wiązał się z pracą z młodzieżą w lokalnym Domu Kultury/Domu Młodzieży/Świetlicy Osiedlowej tak zwanej w Youth Cafe – The Attic („strych”- świetlica znajduje się na strychu, stąd ta nazwa).

Moja PRZYGODA z Wolontariatem Europejskim była naprawdę pełna wrażeń. Zaczynając od spóźnienia się na samolot, skończywszy na zdecydowaniu się na zamieszkanie na stałe w Irlandii. Tak oto ponad rok po zakończeniu projektu nadal mieszkam w Bantry.

Youth Cafe pokazała mi typowe życie irlandzkich nastolatków, mieszkający w małym miasteczku. Miejsca pełnego ciepła, śmiechu i fantastycznych ludzi. Mam na myśli irlandzką młodzież jak i świetnych pracowników. Lorraine - manager, na czele projektu - kobieta pełna energii i nowych pomysłów, Brian - nauczyciel, pełen humoru i osoba zdolna do konwersacji chyba na każdy możliwy temat.
Praca w sama sobie, nie była pracą wyczerpującą fizycznie, ale zdarzało się, że po całym dniu rozwiązywaniu problemów związanych z burzliwym czasem młodości, człowiek mógł czuć się zmęczony. Sprzątanie Youth Cafe, uzupełnianie zapasów żywności, interakcja z ludźmi. To właśnie spotkania z nastolatkami były największym wyzwaniem. Każdy dzień był pełen wrażeń, niespotykanych sytuacji.

Pomimo zakończonego projektu, nadal pojawiam się w Youth Cafe jako casual Wolker – „sporadyczny pracownik”. Myślę, że tego miejsca tak szybko nie da się opuścić. Poznani ludzie, nowe doświadczenia sprawiają, że miejsce wydaje się być „twoim” miejscem.

Kto by pomyślał, że jedna życiowa decyzja może wszystko zmienić o 180 stopni. Myślę, że decyzja o wyjeździe na EVS była jedną z lepszych jakie udało mi się podjąć.

Wolontariat Europejski – EVS - European Voluntary Service - zdecydowanie polecam!
Natalia Cerajewska

Zdjęcia: